Bój pod Cycowem

Bój pod Cycowem

Bój pod Cycowem

16 sierpnia 1920 roku

Cyców to miejscowość położona nad rzeką Świnką na starym trakcie z Lublina do Włodawy, 20 km na zachód od Łęcznej. Pierwszego dnia kontrofensywy polskiej znad Wieprza – stanowiącej rozstrzygający etap Bitwy Warszawskiej – został pod Cycowem stoczony bój pomiędzy polską 4. Brygadą Jazdy a sowiecką Grupą Dotola. Bój pod Cycowem 16 sierpnia 1920 roku.

Polska 4. Brygada Jazdy miała wziąć udział w zwrocie zaczepnym znad Wieprza w ramach 3. Armii. Otrzymała zadanie prowadzenia działań w ponad trzydziestokilometrowej luce pomiędzy dwoma dywizjami piechoty legionowej – 3 i 1. W skład zreorganizowanej brygady miał wejść 16. Pułk Ułanów Wielkopolskich, a także jedne z najstarszych oddziałów kawalerii odrodzonego Wojska Polskiego – 3. i 7. Pułk Ułanów. Ponadto w skład brygady wszedł 2. dywizjon artylerii konnej składający się tylko z dwóch baterii, bowiem 1. bateria dywizjonu pozostawała w tym czasie przy 2. Brygadzie Jazdy. Na dowódcę zreorganizowanej brygady wyznaczono ppłk. S.G. Adama Nałęcz-Nieniewskiego, dotychczasowego dowódcę 5. Pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich formowanego w Grudziądzu. Do czasu jego przyjazdu dowództwo, zgodnie ze zwyczajem, sprawował najstarszy z oficerów, dowódca 3. Pułku Ułanów, mjr Cyprian Bystram. 16 sierpnia 1920 roku do brygady nie zdążył jeszcze dołączyć 16. Pułk Ułanów Wielkopolskich..

7. Pułkiem Ułanów dowodził doświadczony oficer kawalerii, szukający rozwiązania na polu walki zawsze w działaniu zaczepnym, mjr Zygmunt Piasecki, który z tej racji lubiany był przez podwładnych. Pomimo niskiego stanu bojowego pułku liczącego zaledwie 478 szabel i 10 ciężkich karabinów maszynowych, a także pomimo przemęczenia nastroje wśród ułanów były doskonałe.

Mjr Bystram zakładając, że przeciwnik jest mniej więcej dwukrotnie silniejszy, postanowił: „(…) uderzyć głównymi siłami (3-ci p. ułanów, dwa baony piechoty, wsparte artylerią) od południa wzdłuż szosy Trawniki–Cyców i wykonać pomocniczą akcję oskrzydlającą (7-my p. ułanów) wzdłuż rzeki Świnka z kierunku m. Bekiesza”.

W związku z tym około godz. 13.00 mjr Bystram udał się w rejon miejscowości Kulik, gdzie napotkał czołowe pododdziały 7. Pułku Ułanów i ich dowódcę, mjr. Piaseckiego. Jak wspominał mjr Bystram: „W krótkich słowach wytłumaczyłem majorowi moją myśl manewru oraz decyzję, zaznaczając przytem, że o ile będzie można przejść przez rzekę Świnkę, chciałbym jeden szwadron mieć celem głębszego obejścia po tamtej stronie rzeki. Dodałem, że przyślę dodatkowo rozkaz rozpoczęcia akcji. Głównie, by skoordynować czas rozpoczęcia natarcia i nasz wysiłek uderzenia, podkreślając, że od tego wydaje mi się uzależnione nasze powodzenie, przy tak znacznej przewadze nieprzyjaciela. Mjr Piasecki przyjął ten plan do wiadomości, nie wypowiadając swego zdania o nim ani «in minus», ani «in plus»”. Po powrocie na swój dotychczasowy punkt dowódczo-obserwacyjny mjr. Bystram przeprowadził odprawę z dowódcami podległych mu pododdziałów, a następnie zredagował pisemny rozkaz dla dowódcy 7. Pułku Ułanów. O godz. 15.20 odjechał goniec z rozkazem do mjr. Piaseckiego. Czas wysłania pisemnego rozkazu i okoliczności towarzyszące jego przekazaniu stały się zarzewiem ostrego sporu między obu oficerami po zakończeniu wojny, co znalazło wyraz w polemice na łamach periodyków wojskowych.

Major Piasecki, obliczając, że czas potrzebny na powrót dowódcy brygady do jego miejsca postoju, na napisanie rozkazów i rozesłanie ich oraz na zajęcie przez siły przeznaczone do akcji głównej podstaw wyjściowych do natarcia, wyniesie co najmniej 2 godziny, uznał, że tę przerwę może wykorzystać na nakarmienie ludzi i koni. Ponieważ najważniejsza sprawa napojenia koni z braku wody w terenie, gdzie stał pułk, mogła być załatwiona tylko we wsi Kulik, odesłano tam pododdziały pułku. Przedtem jednak mjr Piasecki przeprowadził odprawę z dowódcami szwadronów, na której przedstawił oficerom sytuację oraz poinformował o zamiarze użycia pułku do oskrzydlenia głównych sił przeciwnik w rejonie Cyców, Wólka Cycowska.

Około godz. 16.30 szwadrony powróciły w rejon brzeziny na północ od m. Kulik. Do dowództwa brygady wysłano wówczas łącznika z meldunkiem, że 7. Pułk Ułanów pozostaje w gotowości do natarcia. Czas upływał, a od mjr. Bystrama nie nadchodziły żadne rozkazy. Tymczasem walka pod Głębokiem wyraźnie przybierała na sile. Dopiero o godz. 17.10 przygalopował goniec z dowództwa brygady i wręczył mjr. Piaseckiemu kartkę z długo oczekiwanym rozkazem: „Na godz. 16.30 naznaczam ofensywę na Cyców: l szw. 3-go pułku wzdłuż rz. Świnka, na skrajnym lewym skrzydle. Od Strenczyna, wprost na Cyców dwa szwadrony 3 p. uł. w konnym i pieszym szyku. 7 p. uł. ze strony Kulik i wzdłuż rzeczki prawym skrzydłem, posyłając jeden szwadron dla głębokiego obejścia na Cyców ze strony wsi Bekiesza. Ja znajduję się na szosie na Trawniki, na południe od Głębokiego”.

Rozpoczęcie akcji mjr Bystram wyznaczył na godz. 16.30, rozkaz dotarł dopiero o 17.10. Było już czterdzieści minut spóźnienia. Każda chwila zwłoki mogła spowodować przegranie boju. Major Piasecki niezwłocznie wezwał oficerów na kolejną odprawę. Podjął on decyzję wykonania natarcia na Cyców w szyku pieszym siłami dwóch szwadronów: 3. szwadronem na prawo, bliżej rzeki Świnki, i 4. szwadronem bardziej w lewo, z ominięciem Cycowa, wprost na mostek pod Wólką Cycowską. Każdy szwadron wzmocniono plutonem ciężkich karabinów maszynowych (2 karabiny maszynowe). 2. szwadron, wzmocniony plutonem ciężkich karabinów maszynowych i karabinem maszynowym na taczance, miał dokonać głębokiego obejścia od wschodu przez wsie Stawek, Bekiesza, a następnie wzdłuż prawego brzegu rzeki Świnki przez Abramówkę i wyjść na szosę na północ od Wólki Cycowskiej. Pomimo rozkazu, aby nacierać na Cyców całym pułkiem, bez szwadronu skierowanego na obejście przez Bekieszę, Abramówkę, mjr Piasecki zatrzymał w odwodzie l. szwadron i szwadron techniczny. Pewien, że dwa szwadrony poradzą sobie ze słabą obsadą Cycowa i Wólki Cycowskiej, zdecydował się zachować siły do uderzenia w szyku konnym na lewe skrzydło zauważonych wcześniej tyralier bolszewickiej piechoty pod Głębokiem. Szarżę zamierzał wykonać dopiero w momencie, gdy przeciwnik, pod wpływem natarcia spieszonych szwadronów na Cyców, rozpocznie odwrót.

3. i 4. szwadron, prowadzone przez ppor. Bronisława Rakowskiego, dowódcę 3. szwadronu, sprawnie jak na ćwiczeniach spieszyły się i rozwinęły w ugrupowanie bojowe.

Obrona bolszewicka załamała się. Czerwonoarmiści grupkami i pojedynczo uciekali przez rzeczkę, strzelając bezładnie na wszystkie strony. Wozy taborowe próbowały zawrócić pod ogniem polskiej broni maszynowej i zatarasowały wlot szosy do Wólki Cycowskiej. Wyzyskując zamieszanie, część ułanów biegiem sforsowała most, pozostali przebyli rzekę wpław. Rozgorzał krótki bój o Wólkę Cycowską. Impet polskiego natarcia łamał wszelkie próby oporu. Czerwonoarmiści rzucali broń. Obsługa taborów przecinała postronki i uciekała konno na północ. Tuż za wioską znajdowały się stanowiska baterii polowej i kwatery sztabu Grupy Dotola. Artylerzyści oddali kilka niecelnych strzałów w kierunku odgłosów walki. Dwie armaty odjechały galopem na północ, dwie pozostały na miejscu. Kiedy między zabudowaniami wioski zauważono ułanów, pluton oddał ostatnią, niecelną salwę i umknął dosłownie w ostatniej chwili przed nadbiegającymi Polakami.

Sztab Grupy zaalarmowała strzelanina pod Wólką Cycowską. Zanim zorientowano się w położeniu, nadbiegł komisarz kompanii saperów z okrzykiem „Biełopoliaki nastupajut!” Dotol nie miał pod ręką żadnego odwodu. Polacy przecięli łączność z 514. pułkiem strzelców, który walczył pod Głębokiem i Biesiadkami. Wysyłanie łącznika po pomoc okrężną drogą przez Janowicę nie wchodziło w rachubę z uwagi na odległość. W tej sytuacji pozostawała tylko ucieczka.

W tym czasie ułani 7. Pułku opanowali Wólkę Cycowską. Ostrzeliwano czerwonoarmistów zauważonych na północ od wioski, nie wiedząc, że wśród uciekających jest sztab Grupy Dotola. Próbowano pochwycić dwie armaty, które wyjechały spoza ostatnich zabudowań, ale odległość była zbyt duża. Szwadrony wzięły kilkunastu jeńców z kompanii saperów 172. Brygady Strzelców. Dopiero ich zeznania wyjaśniły, że kompania osłaniała artylerię i dowództwo Grupy, które zaskoczone polskim natarciem ewakuowało się w najwyższym pośpiechu Uzyskane informacje przekazano do pułku. Szwadrony, po uporządkowaniu, zajęły pozycje koło mostu i wokół wioski, oczekując kontrakcji przeciwnika.

Kiedy ułani 3. i 4. szwadronu zdobywali Wólkę Cycowską, lewoskrzydłowe kompanie sowieckiego 514. pułku strzelców opanowały Biesiadki i kontynuowały natarcie w kierunku folwarku Strenczyn. Działanie na tym kierunku wyprowadzało czerwonoarmistów na tyły oddziałów polskich walczących pod wsią Barki. Równocześnie główne siły 514. pułku opanowały Głębokie i kontynuowały natarcie na cofającą się piechotę kpt. Zajchowskiego. Major Piasecki, który ze swego stanowiska obserwacyjnego miał dobry wgląd w pole walki, dostrzegł szansę uderzenia na lewe skrzydło sowieckiego 514. pułku strzelców zaangażowanego w walce z elementami 3. Pułku Ułanów. Do natarcia skierował szwadron techniczny ppor. Edwarda Wilczyńskiego, który wykorzystując zaskoczenie opanował Biesiadki nie ponosząc strat. Ze spieszonymi ułanami doskonale współdziałała taczanka; galopując drogą, rozpraszała ogniem grupki przeciwnika, które próbowały zorganizować opór. Ze swego stanowiska mjr Piasecki dostrzegł, jak tyraliery bolszewickie widząc na swych tyłach Polaków, chwieją się, załamują, po czym zawracają biegiem na północ. Nadszedł z dawna oczekiwany, dogodny moment dla wykonania szarży na skrzydło cofającego się w nieładzie przeciwnika.

Do szarży dowódca pułku rzucił swój ostatni odwód, l. szwadron ppor. Tadeusza Jakubskiego liczący niespełna 90 szabel. Równocześnie przez gońca przesłał do dowódcy szwadronu technicznego ppor. Edwarda Wilczyńskiemu polecenie, aby przedłużył lewe skrzydło l. szwadronu, w chwili gdy ten będzie go mijał w szarży. Inny łącznik zawiózł ukrytym w lasku koniowodnym szwadronu technicznego rozkaz, by niezwłocznie doprowadzili wierzchowce walczącym kolegom. Rozdysponowawszy wszystkie siły mjr Piasecki zabrał pluton sztabowy pułku i podążył śladem l. szwadronu, chcąc być jak najbliżej miejsca, gdzie będą rozstrzygały się losy boju.

l. szwadron rozwinął się w dwa rzuty. Pierwszą ławę prowadził z dobytą szablą ppor. Jakubski, obok jechał ułan trzymający na lancy proporczyk szwadronu, piętnaście kroków za nimi linie plutonów. Pięćset metrów z tyłu szła druga ława pod dowództwem ppor. Wacława Haczyńskiego. Czołowy rzut szwadronu ruszył naprzód, przechodząc stopniowo w cwał. Do jego lewego skrzydła dołączyła taczanka pchor. Konstantego Kułagowskiego, nie zdołała jednak utrzymać tempa szarży i została z tyłu, tym bardziej że podczas szybkiej jazdy po wertepach pękł dyszel, co zwolniło tempo posuwania.

Czołowy rzut l. szwadronu dopadł uchodzące tyraliery czerwonoarmistów. Przeciwnik na widok szarżującej kawalerii stracił głowę. W decydującym momencie nikt nie próbował stawić oporu garstce Polaków. Teren jednak nie sprzyjał szarży, pełno bagienek i miejsc podmokłych. Grupki szarżujących, natrafiając na te przeszkody zwalniały, inne korzystając z dogodnych przejść terenowych, szarżowały dalej. Kłopoty czołowego rzutu l. szwadronu zauważył ppor. Wilczyński. Właśnie nadciągnął drugi rzut prowadzony przez ppor. Haczyńskiego, a wraz z nim nadjechali koniowodni szwadronu technicznego. Ułani dosiedli wierzchowców i rozwinęli się w jedną linię z plutonami ppor. Haczyńskiego. Obaj oficerowie dokonali oceny terenu i wydali rozkaz zejścia z koni i atakowania w szyku pieszym. Podporucznik Jakubski, z szablą w dłoni, rzucił się na stanowisko cekaemu i padł ścięty serią razem z koniem. Podporucznik Jakubski pośmiertnie awansowany został do stopnia rotmistrza.

Natarcie spieszonego szwadronu technicznego i drugiego rzutu 1. szwadronu przesądziło o rezultacie walki. Ostatnie grupki piechurów, stawiające jeszcze opór pod dowództwem komisarzy, rzuciły się do ucieczki. Wielu piechurów umknęło do lasu, aby tam przeczekać atak polski. Za nimi wbiegła miedzy drzewa tyraliera szwadronu technicznego. Bolszewików goniono aż na północny skraj lasu. Tutaj ułani zajęli stanowiska i ogniem ścigali czerwonoarmistów uciekających łąkami ku dolinie rzeki Świnki.

Głównesiły 514. pułku przedzierały się szosą do mostu pod Wólką Cycowską. Drogę odwrotu zasłały porzucone karabiny, plecaki, różnorodny sprzęt wojskowy. Pod Wólką Cycowską czerwonoarmiści napotkali 3. i 4. szwadrony 7. Pułku Ułanów zamykające dostęp do przeprawy. Grupa, która wycofywała się lasem po zachodniej stronie szosy, trafiła wprost na stanowiska plutonu ciężkich karabinów maszynowych.

Brzeg rzeki Świnki oraz podejścia do mostu zasłały ciała rannych i zabitych. Ostatnie zwarte pododdziały 514. pułku strzelców, porzucając uzbrojenie i wyposażenie, rozbiegały się na wszystkie strony. Najbardziej wystraszeni i wyczerpani czerwonoarmiści ukryli się w obejściach wioski. Po zakończeniu walk wyciągali ich stamtąd koniowodni 7. Pułku Ułanów, którym ochoczo pomagali uzbrojeni w widłyi kije mieszkańcy Cycowa.

Klęska 514. pułku wywołała popłoch w pododdziałach 515. pułku strzelców. Pogłoski zwiększyły siłę kawalerii polskiej pod Cycowem do kilku tysięcy ułanów. Zastępujący Dotola Pieńkowski nie potrafił zapanować nad swymi ludźmi, sam zresztą stracił głowę nie otrzymując żadnych rozkazów z dowództwa grupy. Bolszewicy uchodzili na całym froncie, ścigani przez szwadrony 3. Pułku Ułanów aż do linii Świnki. Tu i ówdzie małe oddziałki stawiały na krótko opór, ale oskrzydlone przez kawalerię zawracały do ucieczki. Na łąkach przed rzeką Świnką uciekające gromady wpadły pod ogień szwadronu technicznego 7. Pułku Ułanów.

Wieczorem w rejon Cycowa zaczęły ściągać zmęczone walką, lecz pełne radości z odniesionego zwycięstwa, szwadrony obu pułków ułanów. Uderzenie 7. pułku ułanów na tyły i skrzydło Grupy Dotola doprowadziło do rozcięcia jej ugrupowania bojowego, a zarazem wywołało panikę, której efektem była ucieczka żołnierzy sowieckich z pola walki. Grupa Dotola poniosła pod Cycowem ciężkie straty, została zdezorganizowana i nie odegrała żadnej roli w nadchodzących wydarzeniach. Strat czerwonoarmistów w bitwie pod Cycowem nie zdołano obliczyć. Zapadająca noc uniemożliwiła dokładne przeszukanie pola walki. Zebrano około 100 jeńców. Zdobycz 7. pułku ułanów stanowiło 5 cekaemów, kilka wozów z amunicją, 6 koni i sprzęt telefoniczny. 3. pułk ułanów zagarnął 3 cekaemy, wozy taborowe i różnorodny sprzęt wojskowy. Oba pułki zebrały z pobojowiska 150 porzuconych karabinów piechoty i setki plecaków; były to przeważnie worki przewiązane sznurkiem, zawierające żywność, amunicję i rzeczy osobiste czerwonoarmistów. Z relacji opisujących zasłany ciałami zabitych czerwonoarmistów brzeg Świnki i podejścia do mostu pod Wólką Cycowską należy wnioskować, że przeciwnik prawdopodobnie poniósł wielokrotnie większe straty niż strona polska. Zwycięstwo opłacono jednak wysokimi stratami. Straty 7. Pułku Ułanów to 3 oficerów i 6 ułanów zabitych, 1 oficer i 17 ułanów rannych oraz 44 zabite i ranne konie. 3. Pułk Ułanów poniósł mniejsze straty wynoszące 1 oficera i 7 ułanów zabitych, 11 ułanów rannych oraz 17 zabitych i rannych koni.

Juliusz S. Tym

Opis bitwy pochodzi z Wielkiej Księgi Kawalerii Polskiej, tom 10.