Arcelin

Arcelin

Arcelin
17 sierpnia 1920 r.

Był sierpień 1920 r. Wojska bolszewickie podchodziły coraz bliżej pod Warszawę. Sytuacja napięta w najwyższym stopniu, zaostrzała się z dnia na dzień, nieomal z godziny na godzinę. Jedyny ratunek leżał w nadziei, że Front Północny powstrzyma czołowo ofensywę Tuchaczewskiego, umożliwiając przez to Grupie Wypadowej z nad Wieprza, uderzenie w kierunku północnym, na lewą flankę kolumn nieprzyjacielskich, nacierających na Warszawę od wschodu. Plan był jasny. Cały sęk leżał jednak w tym, czy Front Północny zdoła utrzymać się dość długo. Gdyby bowiem Tuchaczewskiemu udało się przekroczyć Wisłę między Modlinem a Toruniem i uderzyć na Warszawę od zachodu, to wszystko byłoby stracone i uderzenie Grupy Wypadowej zamiast przynieść zwycięstwo, przemieniłoby się w bezskuteczne uderzenie w próżnię.

Konieczność przeciwstawienia Konnemu Korpusowi Gaj Chana i z naszej strony większego zgrupowania kawalerii spowodowała, że na gwałt zaczęto ze wszystkich stron ściągać wszystkie rozporządzalne pułki kawalerii, by stworzyć z nich silniejsze zgrupowanie kawalerii, któreby zdolne było utrzymać przeciwnika w ryzach. Na miejscu była tylko VIII.Bryg.Kaw. gen. Karnickiego w składzie 2-gi, 108-my, 115-ty i 203-ci P.Uł. W rejonie Płocka formowała się pod dowództwem gen. Kosteckiego Grupa Dolnej Wisły w składzie: 211-ty, 212-ty, 214-ty P.Uł. i 9-ty P.Strz.Gran. W rejonie Sochaczewa zbierała się II. Bryg.Kaw. w składzie: 4-ty i 10-ty P.Uł. oraz 11-ty P.Strz.Gran. Dowództwo nad tą brygadą objął płk. Strzemiński. Z Warszawy nadciągała nowo stworzona IX. Bryg.Kaw. pod dowództwem mjr. Głogowskiego, w składzie 1-szy i 201-szy P.Szwol. Dowództwo nad całą grupą, w skład której miało wejść trzynaście pułków kawalerii, miał objąć płk. Dreszer, mając mjr. szt. gen. Bogusza, jako szefa sztabu. Zarządzenia te wywołały jednak pewne sprzeciwy i protesty gen. Karnickiego i gen. Kosteckiego, którzy nie widzieli przyczyn, które miałyby usprawiedliwiać ich podporządkowanie młodszemu stopniem oficerowi, jakim był w stosunku do nich płk. Dreszer. Gen. Karnicki złożył dowództwo i powrócił do Warszawy, do współpracy z gen. Kosteckim nigdy nie doszło. W rezultacie płk. Dreszer objął dowództwo tylko nad t.zw. Północną Dywizją Kawalerii w składzie: VIII-ma i IX-ta Bryg. Kaw.

Ponieważ 5-ta Armia wciąż tkwiła na swoich pozycjach pod Modlinem i Nasielskiem, blokując drogę piechocie sowieckiej, która miała maszerować śladem Korpusu Konnego Gaj Chana. Korpus ten, zapędziwszy się już aż pod Toruń, został odwołany o otrzymał rozkaz uderzenia wraz z 4-tą Armią sowiecką na tyły 5-tej Armii, by nareszcie ruszyć ją z posad i usunąć z drogi. W wykonaniu tych zarządzeń oddziały nieprzyjacielskie, które dotychczas, wymijając 5-tą Armię, maszerowały na zachód, zawróciły z drogi i jak chmura gradowa, zawisły na tyłach 5-tej Armii. Już 16-go sierpnia 1920 r. oddziały kawalerii i piechoty nieprzyjaciela zaatakowały Płońsk na bezpośrednich tyłach 5-tej Armii. Płońsk był broniony przez słabą załogę, składającą się z naprędce skleconych, słabo jeszcze wyszkolonych, oddziałów ochotniczych z Pomorza i baonu marynarzy, uzbrojonych w angielskie karabinki, do których zabrakło amunicji. Marynarze ci dopiero co zeszli ze swoich okrętów i nie bardzo pewni czuli się na lądzie. Położenie stawało się coraz groźniejsze. Mimo nadludzkich wysiłków obrońców, cienka linia naszej piechoty wciąż się rwała. Upadek Płońska zagrażał zwinięciem całego naszego frontu na północ od Wisły. Mrok już zapadał, kiedy nieprzyjaciel zaczął podchodzić do pierwszych domów Płońska. Utrzymanie miasta wydawało się niemożliwe. Obwodów nie było.

Sytuacja stawała się beznadziejna gdy w ostatniej chwili, na szosie prowadzącej z Modlina, pojawił się 1. P.Szwol., który pod dowództwem mjr. szt. gen. Grobickiego ciągnął z Warszawy na północ do rejonu zbiórki Północnej Dywizji Kaw. pod Ciechanowem. Na wysokości Nowego Miasta mjr. Bogusz zatrzymał pułk i przekazał mjr. Grobickiemu rozkaz dowódcy dywizji, płk. Dreszera, skręcenie z drogi i pośpiesznym marszem, bez względu na straty marszowe, osiągnąć Płońsk, zagrożony nawała bolszewicką by obronić miasto względnie je odbić, gdyby nieprzyjaciel zdołał w międzyczasie je zająć. Sytuacja była groźna i wymagała szybkiej interwencji. 1. P.Szwol. skręcił natychmiast pod prostym kątem ze swojej osi marszu i pomimo zmęczenia kłusem ruszył w stronę Płońska. Gdy przed pułkiem zarysowała się wieża kościelna Płońska, pułk usłyszał ogień karabinów maszynowych i odgłosy toczącej się w mieście walki. Widać było pojedynczych żołnierzy wyskakujących z miasta. Nie było ani chwili do stracenia. Sytuacja wymagała natychmiastowej decyzji, była ona też błyskawiczna. Jedna głośna komenda i pułk jak burza, w kolumnie marszowej, wpadł w szeroką ulicę prowadzącą na rynek, zapchaną uciekającymi żołnierzami. Im bliżej rynku, tym było ich więcej. Sam rynek był tak zatłoczony furmankami, że trudno było się przez niego przedostać. Z głębi ulicy prowadzącej od zachodu na rynek, było widać resztki wycofujących się żołnierzy, a tuż za nimi połyskujące bagnety piechoty rosyjskiej. Nie było czasu do namysłu. Mjr. Grobicki kazał ustawić armatkę górską, którą pułk woził stale ze sobą i oddać kilka strzałów wzdłuż ulicy w kierunku nadciągających bolszewików. W ulicy zakotłowało się. Posypały się szyby z okolicznych domów. Dobywszy szabel, pułk ze swoim dowódcą na czele, ruszył prosto przed siebie i wpadając w cały ten rozgardiasz, jak huragan zmiótł wszystko po drodze, zarówno swoich jak i bolszewików i zniósł w mgnieniu oka wkraczającego już do miasta przeciwnika, który w żaden sposób nie spodziewając się takiego przywitania, w panice zaczął uciekać z powrotem na zachód. Wydostawszy się z miasta na karkach uchodzących bolszewików, pułk mógł się nareszcie rozwinąć. Spotkawszy się jednak z silnym ogniem karabinów maszynowych i samochodów pancernych, pułk zmuszony był zatrzymać się i spieszyć. Walka przeciągała się aż do godz. 22-tej, poczem nastąpił zupełny spokój, gdyż w ciemnościach stracono kontakt z nieprzyjacielem, który wycofał się w stronę Baboszewo i Serbiewo, pozostając pełen respektu całą noc w przyzwoitej od Płońska odległości. Noc zastała 1. P.Szwol. na linii bojowej o jakieś dwa kilometry na zachód od Płońska. W nocy nadciągnął 201. P.Szwol., który biwakował w parku miejskim w Płońsku. VIII. Bryg. Kaw. rozlokowała się w rejonie Sąchocin nad Wkrą, wysuwając 203.P.Uł. wzdłuż rzeczki Raciążnica, na północ od Płońska.

17-go sierpnia 201 P.Szwol. zorganizował obronę na linii Ćwiklin-wzgórze 118-Szeromin, wysuwając się następnie na linię wsi Arcelin. 203. P.Uł., który przybył z VIII.Bryg.Kaw. zajął pozycję na północ od Płońska. 1.P.Szwol. przeszedł do odwodu na wschód od Arcelina, wysyłając 3-ci szwadron dla wzmocnienia pozycji 203. P.Uł. O godz. 10-tej mjr. Grobicki otrzymał rozkaz wsparcia prowadzonego przez 201. P.Szwol. natarcia z Płońska przez Arcelin na Baboszewo, uderzeniem na Baboszewo od północy. II. Bryg.Kaw., którą spodziewano się ściągnąć na czas, miała współdziałać uderzając od południa. Ledwo 1.P.Szwol. zdołał wysunąć się poprzez lukę istniejącą między prawem skrzydłem 201. P.Szwol. a lewym skrzydłem 203. P.Uł., jak zewsząd odezwał się silny ogień, który wstrzymał dalszy ruch naprzód. Wszystkie miejscowości na drodze 1. P.Szwol. okazały się silnie obsadzone. Aby otworzyć sobie dalszą drogę, 1-szy szwadron por. Dudzińskiego spieszył się i w krótce związany został walką ogniową pod Jarocinem, frontem na północ, podczas gdy 4-ty szwadron por. Stępkowskiego rozwinął się frontem na zachód pod Dłużniewem. Wobec niepokojącej sytuacji na prawym skrzydle, gdzie nieprzyjaciel zaczął wykonywać jakieś podejrzane ruchy, d-ca pułki rozwinął szwadron techniczny por. Platonoffa w kierunku wschodnim, sam pozostając z 2-im szwadronem por. Masztalerza i szwadronem k.m., jako obwód w zagajniku na północ od Arcelina. Nieprzyjaciel, który dotąd zachowywał się spokojnie, nagle się ożywił i na całej linii ruszył do natarcia. Fale piechoty nieprzyjacielskiej, które skierowały się na 201. P.Szwol. i 203. P.Uł. opływały z dwóch stron wysunięte naprzód oddziały 1. P.Szwol., które nagle znalazły się w kotle ostrzeliwanym z trzech stron, od zachodu, północy i wschodu.

Minęło południe. Ogień nieprzyjaciela wzmagał się gwałtownie. Chwilowo unieruchomiony d-ca 1. P.Szwol. przez lornetkę obserwował rozwój sytuacji po Arcelinem, gdzie masy piechoty nieprzyjacielskiej, po opanowaniu wysuniętej pozycji 201. P Szwol. w folwarku Arcelin, w siedmiu falach ruszyły do ataku na sama wieś Arcelin, starając się równocześnie obejść te pozycje od południa i północy. W ciężkich walkach d-ca 201. P. Szwol., mjr. Kulesza, osobiście prowadząc przeciwuderzenie, został ciężko ranny. Szwadrony bez swojego dowódcy zachwiały się i poniósłszy ciężkie straty, zaczęły powoli wycofywać się, unosząc ze sobą na kocu rannego dowódcę. W tej chwili nieprzyjaciel, wspomagając natarcie silnym ogniem artylerii i karabinów maszynowych, wprowadziły do walki nowe siły, starając się przebić poprzez Arcelin i Płońsk na tyły 5-tej Armii. Nie ulegało wątpliwości, że bolszewików, prących wielką masą naprzód, nie będzie można zatrzymać naszymi szczupłymi siłami, przeciwstawiając się im czołowo, czy to pod Arcelinem, czy pod Płońskiem. Tyły walczącej nad Narwią 5-tej Armii były w najwyższym stopniu zagrożone. Sytuacja stawała się coraz bardziej krytyczna. Minęło jeszcze 15 minut nerwowego napięcia, gdy od strony szwadronu technicznego ukazał się jeździec, mknący wyciągniętym galopem ku zagajnikowi, w którym był mjr. Grobicki. Był to porucznik Olszewski, który podjechawszy na spienionym koniu wręczył mu rozkaz d-cy brygady mjr. Głogowskiego, nakazujący natychmiastowe wycofanie się w kierunku Płońska, przy równoczesnym dalszym zabezpieczeniu północnego skrzydła 201. P. Szwol. Por. Olszewski zaznaczył przy tym, że sytuacja na wszystkich kierunkach jest bardzo poważna i że sam tylko z trudnością i stratą swego luzaka, który mu towarzyszył, zdołał przedostać się poprzez linie bolszewików, którzy zdołali już wcisnąć się między szwadronem technicznym 1 P.Szwol. a 203. P.Uł. stanowiącym lewe skrzydło VIII. Bryg. Kaw.

Bolszewików prących zwycięsko całą parą naprzód nie można było zatrzymać jakimś działaniem czołowym ani też wycofaniem się na Płońsk, w myśl otrzymanego rozkazu. Można to było dokonać tylko jakimś szybkim manewrem oskrzydlającym i uderzeniem o zasadniczym znaczeniu taktycznym. Dlatego przed wykonaniem rozkazu odwrotu, mjr. Grobicki postanowił uderzyć wprzód na odsłonięte lewe skrzydło nieprzyjacielskiego natarcia. Niestety tylko jeden, będący w odwodzie szwadron, był gotowy do natychmiastowej akcji, a była to siła zbyt mała dla decydującego uderzenia. Aby przeciwnatarciu odpowiednią siłę, trzeba było użyć do tego wszystkich szwadronów pułku, a te związane były z nieprzyjacielem walką ogniową na trzech, przeciwnych sobie kierunkach. Wobec stale postępującego naprzód natarcia bolszewickiego, nie pozostawało wiele czasu do namysłu. Mjr. Grobicki wydarł kilka kartek z notesu i szybko narzucił na nie rozkazy dla poszczególnych szwadronów. Kalkulacja czasu i przestrzeni była małym „majstersztykiem”. Oderwanie szwadronów od nieprzyjaciela i zgrupowanie ich do szarży było arcydziełem rozkazodawstwa i precyzyjności technicznego wykonania pułku, który umiał wczuć się w intencje swego dowódcy. Natychmiast gońcy ruszyli z rozkazami do pieszo walczących szwadronów.

Tak jak na południu Armia Konna Budionnego, buszując na naszych głębokich tyłach, nie dopuszczała do konsolidacji nowych frontów, tak na północy Korpus Konny Gaj Chana, obchodząc każdorazowo nasze północne skrzydło, wymanewrowywał każdą nową pozycję, zanim jeszcze nasze oddziały zdołały się na niej usadowić o zorganizować obronę. Manewr ten powtarzał się niezmiennie już od Wilna i teraz zagrażał północnemu skrzydłu i tyłom naszej 5-tej Armii, walczącej nad Wkrą, frontem na wschód. I znowu powstało pytanie, czy 5-ta Armia zdoła utrzymać się nad Modlinem, zważywszy że oddziały Gaj Chana podchodziły już pod Płock i Toruń. Tym razem jednak 5-ta Armia nie dała się wymanewrować i pomimo głębokiego obejścia, wytrwała na swoich pozycjach, osłaniając się tym czym miała pod ręką od strony kawalerii nieprzyjaciela.

W 5 minut po odejściu ostatniego gońca z odpowiednimi rozkazami, mjr. Grobicki wydał stojącemu obok niego dowódcy 2-go szwadronu rozkaz rozwinięcia się do szarży i uderzenia w szyku konnym na lewe skrzydło i tyły wyraźnie zarysowującej się masy piechoty bolszewickiej, którą widać było jak na dłoni. Spod Arcelina dochodziło już głuche i groźne „Urra” piechoty idącej na bagnety na broniący się rozpaczliwie 201. P.Szwol. Ledwo drugi szwadron zdołał się rozwinąć w gęstą „ławę”, jak przydzielony do pułku francuski mjr. kawalerii de Mazarat podjechał do dowódcy pułku i ze zdziwieniem zapytał: „Jakto, Pan naciera konno’? „Tak” była krótka odpowiedź. Mjr. Mazarat, który widocznie nigdy w życiu nie widział szarży konnej, zgorszony zawołał; „Ależ to szaleństwo”. „Być może – odpowiedział mjr. Grobicki – ale teraz nie ma czasu na dyskusje”. Mjr. Mazarat nic nie odpowiedział, wzruszył tylko ramionami, dobył szabli i ruszył na swoim ciężkim wierzchowcu razem z pułkiem do szarży. Skoro tylko pierwszy szwadron rozwinął się i ruszył z miejsca, od razu wzniecił chmurę kurzu, która podnosząc się stworzyła świetną zasłonę, za którą zbierały się następne szwadrony. Maszyna bojowa, mimo wszelkich trudności techniczne, puszczona raz w ruch, działała sprawnie jak w zegarku. Cały pułk rozwinięty w pięć konnych fal, jedna za drugą, parł kłusem i galopem na odsłoniętą flankę nacierającej na Arcelin piechoty. Szarżowało wszystko, nie tylko sam dowódca pułku na czele swojego sztabu, ale i pluton trębaczy i wszystko co tylko było pod ręką. Szarża szła lekko pod górę po całkowicie odkrytej przestrzeni, stanowiącej obszerne rżysko. Z powodu długotrwałej suszy powstał na tym polu niesamowity kurz, osłaniający nieprzeniknioną tajemnicą siłę nacierającego oddziału. Początkowo ze strony bolszewickiej nie było żadnej reakcji. Dopiero po pewnym czasie pękło nad szarżującymi kilka nieszkodliwych pocisków artyleryjskich. Szrapnele pękały zbyt wysoko, nie wyrządzając wielkiej krzywdy. Krótko zaterkotały karabiny maszynowe, natomiast ucichło groźne „Urra” nacierającej piechoty, a z kurzu, spod nóg końskich, zaczęły coraz częściej wyłaniać się pojedyncze postacie zmykających w panice piechurów, którzy albo rzucali się na ziemię zasłaniając głowy rękami, albo odrętwiali za strachu stali w miejscu podnosząc ręce do góry. Było ich coraz więcej. Szwadron przelatywał obok szwadronu. Zakotłowało się jak w ulu. Ostatni szwadron zbierał już tylko jeńców. Krótka próba stawiania oporu w folwarku Arcelin została szybko złamana. Nagła strzelanina ustała zupełnie.

Na polu bitwy zapanowała chwila ciszy, przerwana następnie dźwiękiem trąbek wzywających szwadrony do zbiórki. Kurz zaczął powoli opadać. Z linii bojowej 201. P.Szwol. słychać było radosne okrzyki i widać było żołnierzy wyrzucających czapki w górę. Po całymi trupami i bronią zasłanym polu i ponad opadające powoli tumany kurzu rozległ się potężny okrzyk: „Niech żyje Polska”. Mjr. de Mazarat podjechał krótkim galopem i salutując szablą dziękował, że danym mu było wziąć udział w tak wielkim święcie kawalerii.

Szarża ukoronowana była wielkim sukcesem. Niebezpieczeństwo zagrażające tyłom 5-tej Armii zostało usunięte, sytuacja uratowana. Zdobycz wynosiła około 1600 jeńców, 63 porzuconych karabinów maszynowych i 4 działa. Tego wszystkiego dokonało 450 zdeterminowanych jeźdźców, przy znikomych stratach, nie przekraczających 25 rannych i zabitych, w czym 3ch oficerów. W 3 godziny po szarży przybył na pole bitwy d-ca 5-tej Armii gen. Sikorski, i udekorował żołnierzy pułku krzyżami Virtuti Militari. Dekoracja odbyła się przy akompaniamencie ognia naszej artylerii, strzelającej już nie w obronie Arcelina, ale ostrzeliwującej Babiszewo i cofające się kolumny bolszewickie. Były to pierwsze krzyże Virtuti Militari w kawalerii polskiej od 1831 roku.

Płk. dypl. Tadeusz Machalski

/pisownia oryginalna/ Tekst pierwotnie ukazał się w Przeglądzie Kawalerii i Broni Pancernej #29/1962